Owoce. Czyli planowania ciąg dalszy. Tu będzie zdecydowanie krócej, gdyż nie jestem wielką fanką owoców. Ale mój mąż i owszem. Z drugiej strony... Pomidor to też owoc. Ale już bez kombinowania.
Najważniejszym owocem w moim ogródku są... Arbuzy! Jednak ich wyjątkowe miejsce nie równa się wielkim zbiorom. Mam takie długofalowe postanowienie odnośnie tych owoców. Tzn. myślę sobie, że może kiedyś na emeryturze będę mogła się pochwalić wieloma dorodnymi własnymi arnuzami. Tymczasem... Na 2018 planuję tak:
1. Arbuz - Oczywiście numer jeden. Będzie to trzeci sezon eksperymentu. Dwa lata temu jedynego arbuzika zjadły... psy, okazał się świetnym zamiennikiem piłeczki, do tego na koniec jadalnym. W zeszłym roku jednego arbuzika zjedliśmy my. Ciekawe jak będzie tym razem. Uczę się na własnych błędach, więc w tym roku kilka zmian w tej uprawie. Oby owocnych.
2. Borówki - Jak już wspominałam owoce to działka mojego męża. Jest wielkim fanem borówek. I posiadaczem trzech krzaczków, dla których kopał wielkie doły, żeby wymienić im ziemię na kwaśną, podlewa je jakimiś swoimi specyfikami i ciągle powtarza mi jaki potencjał w noch drzemie, no 6 kilo owoców może dać jeden krzak. Latem zebrał 6... Sztuk. Także tego...
3. Porzeczki - Tu historia podobna jak z borówkami, ale mężuś ma mniejszy zapał. Może to dlatego, że są bardziej kwaśne niż słodkie, a on zdecydowanie z tych uzależnionych od cukru. Dwa krzaczki mamy, będziemy ich doglądać. Mam nadzieję, że w tym roku jakaś dżdżownica nie zeżre im wszystkich liści.
4. Brzoskwinia - Mamy drzewko brzoskwiniowe! I zupełnie nie wiemy co z nim robić. A że głupio by było zmarnować drzewo, które jest z nami już dwa lata to wypadałoby się dokształcić w tym temacie. Jest to zdecydowanie wyzwanie na ten rok. Brzoskwiń się jeszcze nie spodziewam, ale nadzieja na przyszłość pozostaje.
Z owoców byłoby to na tyle. Jestem jednak fanką wytrawnych warzyw, owoce to dla mnie dodatek, a i tak najbardziej interesuje mnie tu wyzwanie arbuzowe. Więc na arbuzach jak dla mnie mogłabym skończyć. A i tak nie jest dla mnie najważniejszy ich smak, a fakt, że są dość egzotyczne, a ja uparłam się, że będę uprawiać je w zimnej Polsce. Idę szukać nasion :)
Najważniejszym owocem w moim ogródku są... Arbuzy! Jednak ich wyjątkowe miejsce nie równa się wielkim zbiorom. Mam takie długofalowe postanowienie odnośnie tych owoców. Tzn. myślę sobie, że może kiedyś na emeryturze będę mogła się pochwalić wieloma dorodnymi własnymi arnuzami. Tymczasem... Na 2018 planuję tak:
1. Arbuz - Oczywiście numer jeden. Będzie to trzeci sezon eksperymentu. Dwa lata temu jedynego arbuzika zjadły... psy, okazał się świetnym zamiennikiem piłeczki, do tego na koniec jadalnym. W zeszłym roku jednego arbuzika zjedliśmy my. Ciekawe jak będzie tym razem. Uczę się na własnych błędach, więc w tym roku kilka zmian w tej uprawie. Oby owocnych.
2. Borówki - Jak już wspominałam owoce to działka mojego męża. Jest wielkim fanem borówek. I posiadaczem trzech krzaczków, dla których kopał wielkie doły, żeby wymienić im ziemię na kwaśną, podlewa je jakimiś swoimi specyfikami i ciągle powtarza mi jaki potencjał w noch drzemie, no 6 kilo owoców może dać jeden krzak. Latem zebrał 6... Sztuk. Także tego...
3. Porzeczki - Tu historia podobna jak z borówkami, ale mężuś ma mniejszy zapał. Może to dlatego, że są bardziej kwaśne niż słodkie, a on zdecydowanie z tych uzależnionych od cukru. Dwa krzaczki mamy, będziemy ich doglądać. Mam nadzieję, że w tym roku jakaś dżdżownica nie zeżre im wszystkich liści.
4. Brzoskwinia - Mamy drzewko brzoskwiniowe! I zupełnie nie wiemy co z nim robić. A że głupio by było zmarnować drzewo, które jest z nami już dwa lata to wypadałoby się dokształcić w tym temacie. Jest to zdecydowanie wyzwanie na ten rok. Brzoskwiń się jeszcze nie spodziewam, ale nadzieja na przyszłość pozostaje.
Z owoców byłoby to na tyle. Jestem jednak fanką wytrawnych warzyw, owoce to dla mnie dodatek, a i tak najbardziej interesuje mnie tu wyzwanie arbuzowe. Więc na arbuzach jak dla mnie mogłabym skończyć. A i tak nie jest dla mnie najważniejszy ich smak, a fakt, że są dość egzotyczne, a ja uparłam się, że będę uprawiać je w zimnej Polsce. Idę szukać nasion :)



Miałam Ci ja arbuza w uprawie w zeszłym roku. Aż cały jeden owoc! Tyle zachodu i miejsca pod folią zmarnowane... Borówki muszę w tym roku kupić i wsadzić w końcu, bo Młody się na serio obrazi. Porzeczek to ja w ogóle u siebie nie widzę, bo Młody pochłania, jak tylko jakaś dojrzeje. Brzoskwinię mam i co roku mówię, że wytnę. Pewnie bym ją musiała pryskać, żeby żyła jako tako. Ale dla jednej brzoskwini nie będę inwestować i szarpać się z opryskami. Więc w tym roku serio - wylatuje. Na jej miejsce drugą czereśnię wolę wsadzić.
OdpowiedzUsuńCzyli mówisz, że z brzoskwinią se nie robić nadziei? Te owoce to dla mnie ogólnie słaby temat... Jedynie na arbuzy się uparłam i im nie odpuszczę dopóki nie zaczną rosnąć! ;)
UsuńBo z tymi brzoskwiniami to jest tak, że muszą mieć naprawdę takie warunki jak lubią. Przykładowo - 4 lata temu było sporo, ale malutkich. Poszły na dżem, bo mało urodziwe były. 3 lata temu było zero. 2 lata temu - jedna. Cała jedna brzoskwinia, chociaż duża. W zeszłym roku trochę (małe), ale taka wilgoć, że szlag z dnia na dzień na drzewie je trafiał. Zjedliśmy dwie (wielkości dużych śliwek). Lepiej zainwestować w coś z naszego klimatu.
Usuń