Co i dlaczego w tym roku w ogródku - cz.1



Sezon 2018 sama mianuję niezwykłym i stawiam przed sobą duże wyzwanie. Szczęśliwie, we wrześniu roku ubiegłego zostałam mamą. Nie będę wnikać, ale odnoszę wrażenie, że dopiero teraz wychodzę ze związanego z tym wydarzeniem szoku i dotarło do mnie między innymi to, że moja mała Gabryśka nie będzie wiecznie żywić się mlekiem. A jak nie mlekiem to czym?! Staję więc na wysokości zadania rozszerzania diety małego ssaka i postanawiam zaznajomić ją z jak największą ilością nowych ekosmaków z naszego (oj, już nie mojego?) warzywnika.

Więc zaczynam nowy cykl planów na tegoroczne uprawy. Zamierzam podzielić go na trzy części, żeby sobie samej dać możliwość zastanowienia się nad tym co będzie "must have 2018". Dziś część "Warzywa". Szykujcie się jeszcze na "Owoce" i "Co mi jeszcze przyjdzie do głowy". Tymczasem zaczynam!

Jako świeżo upieczony rodzic nie mam w temacie rozszerzania diety żadnego doświadczenia. W związku z tym moje planowanie opiera się jedynie na teorii, moich wymysłach i wiedzy jaką wyciągnęłam z aż jednej książki przeczytanej w związku z tym zagadnieniem (ok, jestem w trakcie czytania drugiej, żeby nie było). Jedyne co sobie na tym etapie postanowiłam to metoda BLW. Nie przekreślam zmian w żadnym aspekcie, bo po prostu nawet nie wiem jeszcze co mnie czeka. Ale już wiem, że podejmę próby proponowania mojemu dziecku ogródkowych warzyw z listy poniżej.

1. Marchew - Zdecydowanie numer jeden w rozszerzaniu dziecięcej diety w Polsce. Marcheweczka  musi być i już. Dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać dlaczego właściwie tak jest, może taka tradycja. Nie będę się buntować i grzecznie już w marcu wysieję marchewki. Przezornie zamroziłam te, które wyrosły w zeszłym roku, więc tak - zaczniemy od eko marchewki.



2. Cukinia - Co roku nie mogę się nadziwić jak dobrze rosną mi cukinie. I jak stają się olbrzymami jeśli tylko na kilka dni spuszczę je z oczu. Więc tak, planuję cukinie i to nawet kilka odmian. Muszę mieć co grilować i z czego robić mój ulubiony makaron z krewetkami.



3. Fasolka szparagowa - Ta też w zeszłym roku rosła jak szalona. Jeszcze mam zapasy w zamrażarce. Co prawda plantację sąsiadów zjadł jakiś robal, ale moje się uchowały. Mam nadzieję, że w tym roku też tak będzie i będziemy się objadać różnokolorowymi fasolkami.

4. Pietruszka - Na naciową uwielbiam patrzeć jak rośnie, zawsze tak gęsto i ma piękny soczysty zielony kolor. Planuję wysiać też pietruszkę korzeniową, może uda mi się ugotować zupę z własnej "włoszczyzny". Zasieję więc też może pory i selery, ale to raczej w ramach eksperymentu.



5.  Dynia - Bardzo żałowałam ostatniej jesieni, że nie miałam w ogródku żadnych dyń. Tzn. miałam dwie sadzonki ozdobnych, ale coś im się złego przytrafiło i nie wyrosło z nich nic więcej niż cztery kwiaty. Cel na jesień 2018 - zupa krem z własnej dyni.

6. Burak - Uwielbiam chłodnik. Muszę więc posadzić buraki, żeby mieć wiosenną botwinkę do jednego z moich ulubionych dań. Odkryłam też niedawno "carpaccio" z buraka, więc jest motywacja, żeby nie zjeść wszystkich za młodu i dać wyrosnąć kilku dorodnym buraczkom.

7. Rzodkiewka - U mnie zawsze są małe, często już podgryzione przez robaki kiedy wyciągam je z ziemi. Cóż, nie potrafię za bardzo uprawiać rzodkiewek. Ale próbuję co roku, tak szybko rosną, że nie mogłabym odebrać sobie tej radości (a później rozczarowania :P).



8. Zioła - Tu lepiej nie będę się rozdrabniać, bo jeszcze nie wiem na jakie się zdecyduję. Na pewno bazylia, oregano do pizzy, tymianek, bo uwielbiam. Ale nie zamierzam się ograniczać, więc wszelakich ziół planuję dużo.

9. Pomidory - Zawsze mój nr. 1 w ogrodniczuch uprawach. Po zeszłorocznej katastrofie, kiedy szlag trafił  wszystkie krzaki pełne niedojrzałych jeszcze owoców, pomidorowy zapał mi przeszedł. Do jesieni zostały ze mną tylko trzy pomidorowe roślinki, które miałam na tarasie w  pojemnikach, więc w tym roku plan na pomidory wygląda tak - tylko kilka sadzonek w doniczkach.



10. Papryka - Tu postawię na ostre odmiany, których w zeszłym roku u mnie zabrakło i czego też bardzo żałowałam, więc nie mogę znowu popełnić tego błędu. I te warzywa będą tylko moje :D Nie znam bobasa, który zajadałby się papryczkami chilli.

Ok, to mój warzywny wstęp do planowania ogródka na ten rok. Podchodzę do sprawy ambitnie, ale gdzieś w głowie pojawia się myśl, czy bobo będzie miała w ogóle ochotę tego spróbować? ;)

Komentarze

  1. A gdzie własne ziemniaczki?! ;) Pomidory niestety w naszym klimacie nie mają szans bez ochrony foliaka lub szklarni. Mówię oczywiście o tych nie pryskanych, ale ja innych nie uznaję.
    Co do szoku po urodzeniu, to ja nadal nie wyszłam, a mój Młody za miesiąc 8 lat kończy :D I właśnie ziemniaczki (i jabłuszko) najbardziej mu smakowały.
    Ja jestem właśnie w trakcie spisywania listy posiadanych nasion i za głowę się łapię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, czyli to nadal omamy :P Przypomniało mi się, że w zeszłym roku zaczął mi rosnąć batat, chyba czas go odszukać :D

      Usuń

Prześlij komentarz